Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drake Merwin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drake Merwin. Pokaż wszystkie posty

22 maja 2016

– Nadal śni ci się, że dręczysz zwierzęta?
– Nie, doktorze, śni mi się, że dręczę pana.


1 7   L A T   –   S Z E R Y F

Krąży po mieście niczym idealny wartownik, zimnymi, szaro-niebieskimi oczami przeczesuje każdy, nawet najmniejszy i najciemniejszy zaułek. Nie posiada żadnej broni, nie potrzebuje jej; nie szuka bowiem osiłka znęcającego się nad słabszymi dzieciakami. Szuka ofiary. Na początku możesz nie rozumieć, dlaczego to robi – jest przecież szeryfem, i to nie byłe jakim. W założeniu do jego zadań należy pilnowanie porządku, ochrona tych, którzy sami nie potrafią poradzić sobie z przemocą. W świadomości tego dziwnego, młodego społeczeństwa powinien być pewnego rodzaju bohaterem, tymczasem uchodzi za jednego z naczelnych szwarccharakterów. Początkowo ukrywał fakt, iż nigdy nie zamierzał wzorowo wykonywać powierzonej mu pracy – uśmiechał się nader uroczo, przedstawił się jako potomek szanowanego porucznika policji, zapewniał, że idealnie sprawdzi się w tej ważnej roli. Na poczekaniu zmyślił historyjkę o bezdusznej macosze, która chciała się go pozbyć z domu, przez co wylądował w prywatnej akademii. Wszyscy mu uwierzyli.
Minęło parę dni, a nikt już nie pamięta o tej teatralnej zagrywce. Maska sympatycznego chłopca zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, a na jej miejscu widnieje szeroki, rekini uśmiech, na który składa się zbyt dużo zębów, a zbyt mało humoru. Drake Merwin z pewnością nie jest przyjemną w obyciu osobą. Każdy zna plotki o tym, jak okrutne kary potrafi wymyślać, każdy wie, że na przekór zakazom Drake posiada w swoim domu całkiem pokaźny arsenał broni wszelakich. Podejrzewają, że historyjka z macochą nie jest prawdziwa, a przeszłość chłopaka kryje w sobie parę nieprzyjemnych epizodów. Tak, postrzelił swojego sąsiada. Tak, każdego dnia obserwował jak ojczym bił jego matkę, myśląc, że tak naprawdę jej się to podoba. 
Dzisiaj jednak przeszłość nie ma większego znaczenia – liczy się tu i teraz, liczy się to, kto będzie miał najwięcej determinacji i najmniej sumienia, aby wspiąć się na samą górę tej przedziwnej hierarchii. Nie zależy mu na fotelu burmistrza, ale na tym, by być kimś wzbudzającym strach i respekt, kimś, kogo słuchać będą wszyscy i w każdej sprawie – bez wątpienia częściowo osiągnął swój cel, bowiem część dzieciaków na jego widok ucieka, zaś jeszcze inni ślepo podążają wyznaczoną przez niego ścieżką. Nie ma w sobie nic z charyzmatycznego przywódcy, nie obiecuje złotych gór, nie grzeszy elokwencją. Przekonuje czynem i spojrzeniem, które wyraźnie mówi, że nie chciałbyś być jedną z tych słabych, bezbronnych owieczek zapędzonych przez niego w kąt. Ale, ale! Z pewnością Drake Merwin nie jest aż tak przeżartym złem elementem – być może forma zafascynowanego cierpieniem innych to tak naprawdę maska ukrywająca coś, co drzemie na dnie jego duszy?
Uśmiecha się, konwersuje na całkiem przyzwoitym poziomie, specjalizuje się w suchych żartach, wysławia się nie gorzej niż przeciętny nastolatek – właściwie na podstawie tego króciutkiego opisu można wywnioskować, iż jest całkowicie normalnym dzieciakiem. Niestety trudniej wytłumaczyć go w sytuacji, kiedy zaczyna bić przypadkowego przechodnia, który krzywo na niego spojrzał. Przemoc fizyczna była jednak aspektem pojawiającym się w jego zwyczajnym życiu niemal codziennie – nadużywał jej wtedy, gdy pieczę sprawowali nad nim dorośli, dlaczego więc nie miałby jej wykorzystywać po ich zniknięciu? Nie martwcie się, to tylko ETAP. Ogarniacie? Tylko ETAP.


Cześć i czołem, mam nadzieję, że udało mi się nie przerysować mojej ukochanej postaci. Wszystko wyjdzie jeszcze w praniu, tymczasem zapraszam do wątkowania, Drake nie jest taki zły, obiecuję poprowadzić go tak, żeby był całkiem miły. :D