– Nadal śni ci się, że
dręczysz zwierzęta?
– Nie, doktorze, śni mi
się, że dręczę pana.
1 7 L A T – S Z E
R Y F
Krąży
po mieście niczym idealny wartownik, zimnymi, szaro-niebieskimi
oczami przeczesuje każdy, nawet najmniejszy i najciemniejszy zaułek.
Nie posiada żadnej broni, nie potrzebuje jej; nie szuka bowiem
osiłka znęcającego się nad słabszymi dzieciakami. Szuka ofiary.
Na początku możesz nie rozumieć, dlaczego to robi – jest
przecież szeryfem, i to nie byłe jakim. W założeniu do jego zadań
należy pilnowanie porządku, ochrona tych, którzy sami nie potrafią
poradzić sobie z przemocą. W świadomości tego dziwnego, młodego
społeczeństwa powinien być pewnego rodzaju bohaterem, tymczasem
uchodzi za jednego z naczelnych szwarccharakterów. Początkowo
ukrywał fakt, iż nigdy nie zamierzał wzorowo wykonywać
powierzonej mu pracy – uśmiechał się nader uroczo, przedstawił
się jako potomek szanowanego porucznika policji, zapewniał, że
idealnie sprawdzi się w tej ważnej roli. Na poczekaniu zmyślił
historyjkę o bezdusznej macosze, która chciała się go pozbyć z
domu, przez co wylądował w prywatnej akademii. Wszyscy mu
uwierzyli.
Minęło
parę dni, a nikt już nie pamięta o tej teatralnej zagrywce. Maska
sympatycznego chłopca zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, a
na jej miejscu widnieje szeroki, rekini uśmiech, na który składa
się zbyt dużo zębów, a zbyt mało humoru. Drake Merwin z
pewnością nie jest przyjemną w obyciu osobą. Każdy zna plotki o
tym, jak okrutne kary potrafi wymyślać, każdy wie, że na przekór
zakazom Drake posiada w swoim domu całkiem pokaźny arsenał broni
wszelakich. Podejrzewają, że historyjka z macochą nie jest
prawdziwa, a przeszłość chłopaka kryje w sobie parę
nieprzyjemnych epizodów. Tak, postrzelił swojego sąsiada. Tak,
każdego dnia obserwował jak ojczym bił jego matkę, myśląc, że
tak naprawdę jej się to podoba.
Dzisiaj
jednak przeszłość nie ma większego znaczenia – liczy się tu
i teraz, liczy się to, kto będzie miał najwięcej determinacji i
najmniej sumienia, aby wspiąć się na samą górę tej przedziwnej
hierarchii. Nie zależy mu na fotelu burmistrza, ale na tym, by być
kimś wzbudzającym strach i respekt, kimś, kogo słuchać będą
wszyscy i w każdej sprawie – bez wątpienia częściowo osiągnął
swój cel, bowiem część dzieciaków na jego widok ucieka, zaś
jeszcze inni ślepo podążają wyznaczoną przez niego ścieżką.
Nie ma w sobie nic z charyzmatycznego przywódcy, nie obiecuje
złotych gór, nie grzeszy elokwencją. Przekonuje czynem i
spojrzeniem, które wyraźnie mówi, że nie chciałbyś być jedną
z tych słabych, bezbronnych owieczek zapędzonych przez niego w
kąt. Ale, ale! Z pewnością Drake Merwin nie jest aż tak
przeżartym złem elementem – być może forma zafascynowanego
cierpieniem innych to tak naprawdę maska ukrywająca coś, co
drzemie na dnie jego duszy?
Uśmiecha
się, konwersuje na całkiem przyzwoitym poziomie, specjalizuje się
w suchych żartach, wysławia się nie gorzej niż przeciętny
nastolatek – właściwie na podstawie tego króciutkiego opisu
można wywnioskować, iż jest całkowicie normalnym dzieciakiem.
Niestety trudniej wytłumaczyć go w sytuacji, kiedy zaczyna bić
przypadkowego przechodnia, który krzywo na niego spojrzał. Przemoc
fizyczna była jednak aspektem pojawiającym się w jego zwyczajnym
życiu niemal codziennie – nadużywał jej wtedy, gdy pieczę
sprawowali nad nim dorośli, dlaczego więc nie miałby jej
wykorzystywać po ich zniknięciu? Nie martwcie się, to tylko
ETAP. Ogarniacie? Tylko ETAP.
Cześć i czołem, mam nadzieję, że udało mi się nie przerysować mojej ukochanej postaci. Wszystko wyjdzie jeszcze w praniu, tymczasem zapraszam do wątkowania, Drake nie jest taki zły, obiecuję poprowadzić go tak, żeby był całkiem miły. :D
